Dlaczego tak ważny jest plan sukcesji w firmie i w rodzinie?
Historia pewnej spółki

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, działająca od 15 lat zatrudniała ok. 75 osób. Firmą zarządzało trzech wspólników. Prezes zarządu - założyciel firmy, mąż i ojciec trzech synów - miał ponad 50% udziałów w firmie. Ciesząca się zasłużoną renomą spółka działała z powodzeniem do momentu, gdy śmierć prezesa całkowicie odwróciła bieg firmy.


Mimo, że spółka była w trakcie realizacji kilku ciekawych kontraktów, w chwili śmierci założyciela firmy ich bieg został przerwany. Termin odnowienia kredytu obrotowego wykorzystanego na kilka milionów złotych skończył się dwa tygodnie po śmierci prezesa. Przedłużenie kredytu okazało się niemożliwe - umowę mógł podpisać jedynie prezes. Pozostali członkowie zarządu reprezentowali spółkę łącznie tylko do kwoty 100 tys. zł. W celu zaciągnięcia wyższego zobowiązania konieczna była odpowiednia uchwała zgromadzenia. Nie było to możliwe - udziały z ustawy dziedziczyła żona prezesa wraz z synami.


Ze względu na małoletniość jednego z synów konieczne było przeprowadzenie stosownych procedur (jeśli do spadku dochodzi osoba niepełnoletnia, dziedziczy zawsze z tzw. „dobrodziejstwem inwentarza”). W celu uniknięcia długich procesów sądowych, żona prezesa chciała przyjąć w imieniu syna spadek w inny sposób. Do tego konieczna była zgoda sądu rodzinnego i opiekuńczego. Sąd wydał zatem postanowienie o sporządzeniu spisu inwentarza. Wyznaczył do tego właściwego komornika, który z kolei powołał biegłego rzeczoznawcę, aby przystąpił do wyceny nieruchomości i udziałów w spółce wchodzących w skład spadku. Procedury te były obowiązkowe i trwały kilka miesięcy. Spadkobiercy nie mieli w tym czasie tytułu prawnego do spadku, nie mogli zarządzać składnikami spadku, w tym wystąpić na zgromadzeniu wspólników jako nowi wspólnicy.


W umowie spółki istniał zapis, że zgromadzenie wspólników nie jest władne podjąć ważnej uchwały bez obecności na zgromadzeniu wspólników reprezentujących przynajmniej 50% udziałów. Zmarły prezes miał ponad 50%, zatem nie było możliwości w tak krótkim czasie podjęcia uchwały przywracającej spółce możliwości reprezentacji w wymaganym zakresie.


W konsekwencji tych wydarzeń bank nie mógł odnowić umowy kredytu - zajął należności spółki, firma straciła płynność finansową i nie mogła zakończyć zamówień. Umowy zostały zerwane przez zamawiających, nałożono kary umowne. Spółka była zmuszona sprzedać część majątku, zwolnić większość pracowników w celu zmniejszenia kosztów stałych. Rozpoczęły się procesy sądowe z głównymi kontrahentami. Doszło również do sporu pomiędzy żoną prezesa a dotychczasowymi wspólnikami.


Opisywana historia nie znalazła jeszcze zakończenia. Stan zawieszenia, w którym znalazła się firma przyczynił się do pogrążenia biznesu. Zminimalizowanie ryzyka związanego z nagłą śmiercią prezesa firmy możliwe byłoby poprzez opracowanie w odpowiednim czasie, przed tym zdarzeniem, skutecznego planu sukcesji w firmie.